Anatomia Zdrady
Agnieszka
Jeż Paulina Płatkowska
„Nie
oddam szczęścia walkowerem”
Popularne
powieści dla kobiet to przeważnie lektura dość schematyczna, pisana wg
recepty nieomal kucharskiej.
Ona i on, konflikt, rodzące się uczucie,
przeszkody, a potem happy end. Ostatnio, po Greyu nieźle się sprzedaje sex ,
więc też szczypta erotyzmu erotyzmu, a nawet przemocy, która zdaje się mieć
wiele admiratorek, sądząc po popularności książek i pisarek nurtu, w którym
prym wiedzie twórczość Katarzyny Michalak.
Powieść „Nie oddam szczęścia walkowerem” Agnieszki
Jeż i Pauliny Płatkowskiej wyróżnia się korzystnie na tle literatury kobiecej,
z tak zwanej średniej półki i z
powodzeniem mogłaby aspirować do czegoś więcej, gdyby autorki sobie nie zanadto
ułatwiły zadania. Pomysł był interesujący – zdrada. I to zdrada świetnie
przedstawiona, bardzo zniuansowana. Dwie
spotykające się po latach przyjaciółki są zaplątane w romanse. Jedna, Jagoda,
jest nieco znudzoną mężatką, której związek się wyczerpał. Druga, Magda bardzo
samotną samotną matką - w tej relacji zdradza mężczyzna, a bohaterka
wchodzi w romans i co dziwne, wchodzi
bez większych skrupułów, które jednak mieć chyba powinna, jako gorliwa
katoliczka. Ten jej brak wątpliwości natury religijnej też jest jakoś
interesujący, bo być może tak to właśnie bywa – religia sobie, potrzeby serca i
ciała sobie. Czytając, czułam pewien niedosyt, można było ten watek pociągnąć,
bo jest niebanalny, Zdradzająca katoliczka chyba po raz pierwszy występuje w
polskiej literaturze kobiecej.
Autorki sięgają do rzadko używanej formy
epistolarnej czyli bohaterki mejlują do siebie zwierzając się z wszelkich
drgnień serca, zamętów i odczuć i wydarzeń. Ta formuła pozwala wejść głębiej w
psychikę obu kobiet i dzięki dwóm równoległym wątkom pokazać wiele problemów, z
którymi borykają się ludzie wstępujący na ścieżkę zdrady. Ta strona książki
jest ładnie odpracowana, widać lekturę podręczników psychologii – wszystko gra.
Zastrzeżenia mam do języka – jest zbyt przezroczysty. Bohaterki są z tej samej
grupy społecznej, ale jednak ludzie się różnią, mają inną emocjonalność, która
też przejawia się w języku – tu tego nie ma, a być powinno - gdy się odejdzie
na chwilę od tekstu – trzeba zerknąć, która z bohaterek pisze swój kawałek. Są
identyczne – to nie zaleta – to wada przy tym sposobie narracji.
Z jednej strony mejling pozwala wejść w dusze
bohaterek, z drugiej – trochę utrudnia, bo dobra fabuła potrzebuje bodźców,
trzęsień ziemi, zmian tematu, a tu jest jednak z natury rzeczy pewna
monotematyczność i linearność. Przydałyby się w książce bardziej rozbudowane
watki poboczne, ale to książka debiutancka i to niezła, bo czyta się ją bez
wątpienia dobrze, bo można dzięki niej czegoś się nauczyć czy coś rozpoznać,
jest o czymś, co wcale nie częste – o zdradzie, ale nie seksie, tylko
psychologii zdrady, wiec może to nadmierne oczekiwanie.
Niemniej tandem Jeż - Płatkowska rokuje, więc trzeba
wymagać.
Nie będę spoilerować zakończenia obu historii – jak
to w życiu - układają się one i źle i
dobrze.
Mam jednak zastrzeżenie: widać, że panie pisarki bardzo dążyły do
szczęśliwego finału.
A to wada, szczególnie, gdy widać szwy, a tu widać.
Literatura
kobieca nie musi się na siłę kończyć happy endem, naprawdę.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz