wtorek, 17 maja 2016

Jeż/ Płatkowska - Anatomia zdrady



Anatomia Zdrady

 







Agnieszka Jeż  Paulina Płatkowska
„Nie oddam szczęścia walkowerem”



 Popularne powieści dla kobiet to przeważnie lektura dość schematyczna, pisana wg recepty nieomal kucharskiej. 
Ona i on, konflikt, rodzące się uczucie, przeszkody, a potem happy end. Ostatnio, po Greyu nieźle się sprzedaje sex , więc też szczypta erotyzmu erotyzmu, a nawet przemocy, która zdaje się mieć wiele admiratorek, sądząc po popularności książek i pisarek nurtu, w którym prym wiedzie twórczość Katarzyny Michalak. 
Powieść „Nie oddam szczęścia walkowerem” Agnieszki Jeż i Pauliny Płatkowskiej wyróżnia się korzystnie na tle literatury kobiecej, z tak zwanej  średniej półki i z powodzeniem mogłaby aspirować do czegoś więcej, gdyby autorki sobie nie zanadto ułatwiły zadania. Pomysł był interesujący – zdrada. I to zdrada świetnie przedstawiona, bardzo zniuansowana.  Dwie spotykające się po latach przyjaciółki są zaplątane w romanse. Jedna, Jagoda, jest nieco znudzoną mężatką, której związek się wyczerpał. Druga, Magda bardzo samotną samotną matką - w tej relacji zdradza mężczyzna, a bohaterka wchodzi  w romans i co dziwne, wchodzi bez większych skrupułów, które jednak mieć chyba powinna, jako gorliwa katoliczka. Ten jej brak wątpliwości natury religijnej też jest jakoś interesujący, bo być może tak to właśnie bywa – religia sobie, potrzeby serca i ciała sobie. Czytając, czułam pewien niedosyt, można było ten watek pociągnąć, bo jest niebanalny, Zdradzająca katoliczka chyba po raz pierwszy występuje w polskiej literaturze  kobiecej.
Autorki sięgają do rzadko używanej formy epistolarnej czyli bohaterki mejlują do siebie zwierzając się z wszelkich drgnień serca, zamętów i odczuć i wydarzeń. Ta formuła pozwala wejść głębiej w psychikę obu kobiet i dzięki dwóm równoległym wątkom pokazać wiele problemów, z którymi borykają się ludzie wstępujący na ścieżkę zdrady. Ta strona książki jest ładnie odpracowana, widać lekturę podręczników psychologii – wszystko gra. Zastrzeżenia mam do języka – jest zbyt przezroczysty. Bohaterki są z tej samej grupy społecznej, ale jednak ludzie się różnią, mają inną emocjonalność, która też przejawia się w języku – tu tego nie ma, a być powinno - gdy się odejdzie na chwilę od tekstu – trzeba zerknąć, która z bohaterek pisze swój kawałek. Są identyczne – to nie zaleta – to wada przy tym sposobie narracji.
Z jednej strony mejling pozwala wejść w dusze bohaterek, z drugiej – trochę utrudnia, bo dobra fabuła potrzebuje bodźców, trzęsień ziemi, zmian tematu, a tu jest jednak z natury rzeczy pewna monotematyczność i linearność. Przydałyby się w książce bardziej rozbudowane watki poboczne, ale to książka debiutancka i to niezła, bo czyta się ją bez wątpienia dobrze, bo można dzięki niej czegoś się nauczyć czy coś rozpoznać, jest o czymś, co wcale nie częste – o zdradzie, ale nie seksie, tylko psychologii zdrady, wiec może to nadmierne oczekiwanie.
Niemniej tandem Jeż - Płatkowska rokuje, więc trzeba wymagać.
Nie będę spoilerować zakończenia obu historii – jak to w życiu  - układają się one i źle i dobrze.
Mam jednak zastrzeżenie:  widać, że panie pisarki bardzo dążyły do szczęśliwego finału. 
A to wada, szczególnie, gdy widać szwy, a tu widać.
 Literatura kobieca nie musi się na siłę kończyć happy endem, naprawdę.










 





Brak komentarzy: