wtorek, 3 marca 2015

Historia nazwisk polskich czyli nomen omen




Ponieważ wyczerpałam nieco swój limit wizyt w teatrze - obietnica noworoczna- raz w miesiącu- a byłam już w tym roku cztery razy, więc tym razem postanowiłam pójść na łatwiznę. 
 Dawno, dawno temu napisałam artykuł o nazwiskach w Polsce. Temat zacny, wiele osób interesujący - zatem kompaktowa historia nazwisk w Polsce.
 Pytania przyjmuję po lekturze:) 


NOMEN est OMEN


 Masz za raki - powiedział Stanisław August Poniatowski nobilitując  swego kucharza dając mu  nazwisko Mazaraki.
 To legenda, do której rodzina Mazaraki raczej się nie przyznaje, tylko wiedzie swe korzenie ambitnie, od greckich protoplastów.


Koncepcja nazwiska jako elementu identyfikacji prawnej pojawiła się w polskiej myśli prawniczej dopiero w  drugiej połowie osiemnastego wieku. Wcześniej nazwiska były, ale nie dla wszystkich i jakby nie do końca.
 Zresztą nawet i wtedy nie  wprowadzono  prawa czy obowiązku posiadania nazwisk.
Zrobiły to dopiero państwa zaborcze, którym  zależało na szybkiej i sprawnej identyfikacji obywateli.



Tureccy, Firlej, Rej - szlachta to hej, hej.


Ale  zanim woźny Turecki mógłby się pod jakiś herb szlachecki podczepić, były imiona.
 Bulla Gnieźnieńska z 1136 roku  wymienia ok. trzysta
imion własnych takich jak Witosza, Pożdziech, Dobek, Będziech. Te  niezbyt wyszukane imiona na razie wystarczały. Ludzi było niewielu i żyli w oddalonych od siebie osadach i skupiskach.. Później jednak robiło się co raz trudniej. Trzeba było jakoś odróżniać jednego Czyrzniela od drugiego, jednego Okrzosa od innego. Zaczęto więc dodawać przezwiska czy przydomki. De Małogost - z Małogoszczy czy filius Marci - syn Marka przybliżały osobę.
Nowak oznaczało człowieka Nowego, a Boczniak tego, co mieszkał na uboczu. Ten co ze Śląska przyszedł, to był Ślązak, a ten co z Holandii Olęderczyk. Kowal był Kowalem, a że było to rzemiosło popularne w owych latach, stąd nam się tylu tych Kowalskich  wzięło. Syna Kowala określano mianem Kowalczyka, Kowalczykiem był też pomocnik kowala, więc Kowalczyków też u nas co niemiara.

Tworzono przezwiska od nazw zwierząt, roślin, cech charakteru, miesięcy. Takie przezwiska były i szlacheckie i chłopskie. Był chłop Łoś  i hrabia Łoś, chłop Żaba i szlachcic Żaba. Tak, jak w czasach szkolnych przydomków, fantazja różnymi tu chodziła drogami, i  n p. Rusin wcale nie z Rusi pochodził, a jeno używał często wyrażenia - Tyś taki jak Rusin. I jego samego nazywano Rusinem.
Zagadkowe nazwisko Alabe powstało od wady wymowy pastuszka, który wolał - A Labe gąski, a Labe - zamiast - nad Rabę. To  przykłady  z  jednej  podkrakowskich wsi. Gdzie indziej działo się podobnie. Nazwisko naszego noblisty Władysława Rejmonta też  się wywodzi od takiego przezwiska. Jego przodek, Baltazar, był jeńcem szwedzkim w okresie potopu. Często pokrzykiwał - A niech was rejment diabłów porwie- Ten rejment to przekręcony regiment.
Z tego powiedzonka wyprowadzono najpierw przezwisko, a później nazwisko. Pisarz, by je sobie uszlachetnić, zmienił jedną literkę i z Rejmenta powstało Rejmont.

 Później te  przezwiska, określenia odmiejscowe zaczęły powoli pełnić funkcję nazwisk.




Ostrog, Skarbek, Hwalibóg
Ba, zacna to szlachta dali bóg


Owszem zacna to była szlachta. Ale Polacy, nie wiedzieć czemu pokochali końcówkę - ski.
 No, ostatecznie mogło być cki.
Ten typ nazwiska powstawał od  nazw miejscowości, może więc ta namiętność wiązała się z przywiązaniem szlachty do ziemi? Tego, co mieszkał w Woli nazwano Wolskim, a tego, co w Łęczycy, Łęczyckim.
 Właściciel kilku wsi mógł używać kilku nazwisk, nawet bracia, z których każdy miał swoją wioseczkę, nosili często inne nazwiska.
 Z żonami, jak to z żonami, kłopot był jeszcze większy. Zwały się one niekiedy i po ojcu, i po mężu i po majątku.
Czasami w ogóle nazwiska nie nosiły.
Tak jak Zofia, której na nagrobku napisano Sophia de Sprowa, Stanislai  Odrowąż filia. A więc Zofia ze Sprowy, córka Stanisława Odrowąża. Podobnie pisało się wiele niewiast. Synowa  poety Wacława z Potoka Potockiego podpisywała się Aleksandra ze Stogina Potocka.
Mężczyźni  żeniąc się, niekiedy zmieniali nazwisko na nazwisko żony lub po prostu tworzyli nowe, od nazwy majątku w który wchodzili. Synowie też przyjmowali albo nazwisko ojca albo matki albo jeszcze jakieś inne, które im do smaku przypadło.


Już w drugiej połowie piętnastego wieku przydomki czy nazwy odmiejscowe zaczynają zanikać. Już się nie pisze czy mówi Johannes de Wola tylko Wolski, nie pisze się Czcibor dictus Gęba tylko Czcibor Gęba.
Nazwiska na ski rezerwuje dla siebie  szlachta i od tego czasu  aż po dzień dzisiejszy stają się one bardzo pożądane. Szlachta o nazwiskach przydomkowych czy przezwiskowych masowo zmienia je na inne, te zakończone na ski. Zanika więc w tym czasie dużo pięknych archaicznych nazwisk, choć niekiedy wracają. Tak jak to się zdarzyło  z nazwiskiem familii  Wierzbięta. Pod wpływem mody  na ski zmienili je,  niezbyt fortunne, na Pszyszowscy, ale później zreflektowali się i wrócili do starego, szlachetniejszego miana.
Wiele jednak rodzin  wybiera te na ski  i już przy nich pozostaje. Pisze o tych zmianach niejednokrotnie Paprocki w swoim herbarzu  - ,, Dom Wielopolskich starodawny, których przodki Bochnarami zwano"

Co ambitniejsi mieszczanie i chłopi też pragną mieć nazwisko na ski, przybierają więc tę końcówkę lub tworzą  zbitki takie jak Gwiazdomorski, twór całkowicie sztuczny czy Ruzamski odwrócone nazwisko Mazur z  nieodzownym dodatkiem -końcówką ski.
 Łukasz Górnicki autor ,,Dworzanina Polskiego"  był  mieszczańskim synkiem, jak pisano w owych latach, i jego ojciec nazywał się  po prostu  Góra. Syn wykształcił się i zmienił nazwisko na lepsze. 
 Chęć posiadania  nazwiska na - ski to nie fanaberia, już w szesnastym wieku tego typu końcówka  ułatwiała życie, nobilitowała. Chłopi i mieszczanie nie mieli praw politycznych, byli traktowani gorzej, pewne kariery były przed nimi zamknięte. Stąd pęd do przeniknięcia za wszelką cenę do wyższej grupy społecznej. Zamożniejsi z nich kupują kawałek ziemi czy jakąś wioseczkę,  albo przekupują po prostu ubogiego  szlachetkę by ich adoptował, i tym sposobem, chyłkiem, często zmieniając nawet miejsce zamieszkania, wślizgują się w szeregi szlachty.
To  tak bardzo oburza zdeklasowanego drobnego szlachcica, niejakiego Waleriana Nekandę Trepkę, że pisze  on  sławne ,,Liber Chamorum "- Księgę Chamów i za cel życia stawia sobie demaskowanie chłopów i mieszczan, którzy  usiłują się wkraść w szeregi nobili. Trepka jeździ więc po wsiach i miasteczkach, skrzętnie notując pomówienia, plotki, ba, organizuje sobie  nawet sieć informatorów, i z zapałem demaskuje :  ,,Chroślicki - jest tam mieszczanin w tych Chroślicach, co trzej tam Chroślickich są. Co wiedzieć kto byli przedtem, tylko, że spłachcie pokupili w Chroślicach i nazwali się z  tego. Jeden Bujało Chroślicki, drugi Kołczut Chroślicki, trzeci Jerzy" albo
 ,, Gniewnickim nazwał się rzeźnik z Krakowa, który wołmi kupczył i od Śląska bogaty był, aże kupił w krakowskiej ziemi Gniewiecin, z czego zwał się Gniewickim(synowie kupili Bużenin i zwali się Bużeńskimi)" 

,,Liber Chamorum'' zawiera ponad 2500 nazwisk osób, które różnymi drogami  przeniknęły w szeregi szlachty. Choć było to dziełko  w dużym stopniu  nierzetelne, opierające się na pogłoskach, plotkach  uważano je za tak kompromitujące, że przez szereg lat blokowano kolejne wydania. Jeszcze  nawet w okresie międzywojennym  były  problemy z  jego publikacją.

Każda kopka to Konopka,
Każdy krzaczek to Korczaczek 



Bałagan panował gigantyczny. Drobnej szlachty było mrowie. Trzeba było to towarzystwo jakoś odróżniać. Ale co tu mówić o szlachetkach, jak i wielkie domy magnackie używały wielu nazwisk i długo na żadne nie mogły się zdecydować.
 Sapiehowie, którzy ród swój wiedli  od Semena Sopihy lub Sopeha, pisarza przywilejów Wielkiego Księstwa Litewskiego. używali początkowo kilku wersji tego nazwiska  takich jak  Sopeha, Sopeżyc i z ładnych kilkadziesiąt lat potrwało, zanim ostatecznie ustalili swoje nazwisko na Sapieha.
Podobnie Radziwiłłowie zwali się przez jakiś czas Radziwiłlowiczami i Radziwiłłami. Aby zaś  odróżnić jednego Radziwiłła od drugiego posługiwano się przydomkami, których mieli multum- Stary, Czarny, Sierotka czy Jałmużnik i wiele, wiele innych jeszcze.
Nie ma co  się więc dziwić, że podobne przydomki spotykamy  dość często także wśród drobnej,  bardzo rozrodzonej, szlachty zaściankowej.
Pisał o tym Mickiewicz w ,,Panu Tadeuszu" :

,,Mężczyznom czasem kilka dawano przydomków
Na znak pogardy albo szacunku współziomków"

I wymienia rozliczne nazwania zaściankowych  Dobrzyńskich z Dobrzynia.
 W wieku piętnastym powstaje też  cała duża grupa nazwisk od herbowych, typu Akszak herbu Akszak, albo Mikulicz herbu Mikulicz, Korczak herbu Korczak.

Szlachta zaczyna  dołączać przydomki herbowe do nazwisk, chcąc  się odróżnić od innych rodzin, często nieszlacheckich, a noszących to samo nazwisko. Tak powstają nazwiska typu  Lis Olszewscy czy Nowina Konopkowie. Ten snobizm był początkowo wyśmiewany, ale jak to ze snobizmami bywa, przetrwał całe lata aż do dnia dzisiejszego.
Pisał o tym Bartoszewicz w ,,Łykach i Kołtunach": ,,Potomkowie drobnej szlachty starają się tymi przydomkami imponować, co raz częściej spotykamy się z nimi w nekrologach, ogłoszeniach ślubnych. To, co dowodzi pochodzenia z nizin szlacheckich, ma w naiwnym mniemaniu świadczyć o starożytności i znaczeniu rodu."
 Nieszlachta  oczywiście też ochoczo  sięga po  herby i herbowe nazwiska. Wyśmiewa się z takich nuworyszy niezawodny Nekanda Trepka pisząc :
,, Pytano takiej szlachty dictusowej, którego herbu jest? On powiedział mój herb jest podkowa i krzyż, a ojca mego dwa krzyże, dziada mego kotle ucho: tu znać idiotę było.."

Bystroń w swojej znakomitej pracy ,,Nazwiska Polskie"  przytacza anegdotę o przydomku Jork.
Rodzina Gostkowskich nosząca ten przydomek uległa germanizacji i drobny szlachcic został hrabią pruskim Yorck
I dalej, poszedł już na całość, i wywiódł sobie angielskie parantele.



Pukszta, Szukszta, Łuciata, Puciata są to kpy z całego świata.


 W drugiej połowie piętnastego wieku kościoły zgodnie z ustaleniami Soboru Trydenckiego  zaczynają prowadzić księgi parafialne. Panuje w nich duża dowolność, niemniej jednak przyczyniają się one do pewnej stabilizacji przezwisk, nazwisk  czy przydomków mieszczan i chłopów.
Pierwszymi dokumentami potwierdzającymi i ustalającymi nadanie nazwiska były indygenaty szlacheckie czyli nadanie szlachectwa polskiego obcej szlachcie i nobilitacje czyli po prostu nadanie szlachectwa. Często przy tej właśnie okazji lub potwierdzając szlachectwo, zgodnie z ustaleniami konstytucji 1603 i 1613 roku, zmieniano nazwisko na lepiej brzmiące.

 Do czasów zaborów istnieli jednak ciągle ludzie, którzy nie mieli nazwisk i zupełnie dobrze funkcjonowali społecznie. Byli to przede wszystkim chłopi. Przywiązani do majątków na których pracowali, nie mobilni, aż po przełom wieku osiemnastego i dziewiętnastego nie mieli nazwisk, tylko imiona i  często przydomki. 

Drugą taką grupę stanowili Żydzi. Podobnie jak chłopów, określano ich imionami i przydomkami, lub nazwą funkcji, którą pełnili. Zajmowali zwyczajowo  handlem, część z nich była piśmienna, a jednak nie posiadali nazwisk. Nie przeszkadzało to im  widać w  interesach. Nawet, gdy zmieniali wiarę na chrześcijańską nie dostawali nazwiska, tylko samo imię pod którym funkcjonowali w społeczeństwie. Czasami dołączali do imienia przezwisko: Jankiel Karczmarz czy rudy Moszek.
Jak podaje Majer Bałaban, historyk żydowski,  w czternastym wieku obok imion biblijnych nosili Żydzi imiona polskie, nawet tak  słowiańskie jak Witosława czy Detko. Świadczyło to o silnej w owym czasie asymilacji z ludnością miejscową. Niestety,  proces asymilacyjny został zahamowany przez  napływ wielkich mas uciekinierów, Żydów prześladowanych w Niemczech Czechach,  Hiszpanii a nawet Turcji. Zamieszkiwali oni razem,  wielkimi grupami, i stworzyli swoiste getta narodowościowe. Coś podobnego do naszego Jackowa w Chicago. W obrębie dzielnic takich jak Kazimierz krakowski można było swobodnie funkcjonować nie tylko bez nazwiska, ale i bez znajomości języka polskiego.
Nazwiska istniały oczywiście w obiegu wewnętrznym, w grupie. Często niemieckie, hiszpańskie  lub żargonowe. Tworzono  też kalki nazwisk polskich dodając na przykład końcówkę ski do imienia np. Mojzesowski lub końcówkę odojcowską  icz np. Ickiewicz. Żydowskie nazwiska pierwotne składały się przecież z imienia i imienia ojca. Np.Dawid ben Abram, więc  zlepki typu patronimicznego, od ojcowskie, były jak najbardziej naturalne.
 Popularne były też nazwiska odmiejscowe typu Poznański czy Bytomski. Wiele nazwisk tworzono od zawodu i tak np. powstały: Efraim Cukiernik czy Josełe Złotnik.
Nazwiska  nie były stałe, nie były nazwiskami w naszym pojęciu, odchodzono od nich  często, z różnych przyczyn: zmiany zawodu czy miejsca zamieszkania. Podobnie jak i u Polaków, wszystko było płynne, ojcowie często  nosili inne miano niż synowie, żony często nie miały w ogóle nazwiska.

Od roku 1787 w zaborze austriackim zaczyna obowiązywać patent cesarski nakazujący nadanie nazwisk ludności żydowskiej. Śladami Austriaków podążają Prusacy.
Jak pisze Bystroń ,,Zaczęły się orgie pomysłowości biurokratycznej" Powstają specjalne komisje które mają za zadanie nadawać nowe nazwiska.
 Pewną ilość nazw własnych w języku niemieckim zachowano bez zmian, ponieważ jednak ustawa nakazywał nadawanie nazwisk niepowtarzalnych, pomysłowość urzędników nie miała żadnych hamulców i Żydzi dostawali w zamian za stosowne opłaty efektowne nazwiska typu - Goldberg, Goldwasser, Silberstein czy Perl. Złote nazwiska były droższe niż srebrne, czy pochodzące od metali  nieszlachetnych takie jak Eisen czy Eisenmann.
Innym, uboższym, bezkarni urzędnicy nadawali uwłaczające  albo wulgarne nazwiska w języku niemieckim. To były takie dziwnotwory jak Kanałowyzapach, Pluskwianasknera czy Zaśpiewajmicoś.
 Szczególnie wsławił się  swoją pomysłowością pracujący w jednej z takich komisji wybitny niemiecki poeta E.T. Hoffman, autor uroczego ,,Dziadka do Orzechów"...

Pod koniec dziewiętnastego wieku wszyscy Żydzi polscy w zaborach austriackim i pruskim mieli już nazwiska,
choć przeważnie w wersji niemieckiej i to często obelżywej.


Lang, Zyler, Szulc, Hundorf, Szembeki, Boimcy
I ci są szlachtą, chociaż zowią się  jak Niemcy


W Królestwie Polskim w roku 1821 Żydzi zostali zobowiązani do złożenia w magistracie deklaracji jakie nazwisko przybierają. Można było też bez problemu zmienić nazwisko, dzięki czemu, częściowo zmieniano nazwiska uwłaczające, nadane w zaborach pruskim i austriackim. Pozostało jednak i powstało mnóstwo nazwisk zabawnych czy egzotycznych typu: Telefon, Alfabet, Kałamarz, Różanykwiat.
Na chrzcie, do roku 1850 można było przybrać nie tylko nowe imię, ale i nazwisko. Korzystali z tego chętnie asymilujący się Żydzi polonizując swe nazwiska, by zatrzeć  pochodzenie.
Warto tutaj też wspomnieć o bardzo dużej grupie neofitów, którzy na Litwie, zgodnie z doktryną Franka, zostali ochrzczeni i uszlachceni. Przybierali oni nazwiska sztuczne typu Krysiński, czy od miesiąca w którym się odbył chrzest np. Majewski, Czerwiński  lub też, zaznaczając swa dobrą wolę do zmiany religii, nazywali się Dobrowolskimi.
Nie znaczy to oczywiście, że wszyscy Czerwińscy czy Dobrowolscy są pochodzenia żydowskiego. Równolegle funkcjonowały szlacheckie i mieszczańskie nazwiska tego typu.
Niektóre z nowo powstałych nazwisk żydowskich były prostymi kalkami starych mian żydowskich np. Lewikowscy czyli z rodu Lewiego, czy chociażby nazwisko najwybitniejszej rodziny frankistowskiej, Wołowskich, które  było kalką ich żydowskiego nazwiska Szor czyli Wół.
Z biegiem czasu na Litwie konwersje stają się masowe. Żydzi zmieniający wiarę dostają nie tylko nowe nazwiska, ale także nobilitację. Wiele znamienitych rodzin przyjmuje nowoochrzczonych do swego herbu i rodziny. W ten to sposób  Fajga Brodacz w r.1847 staje się Julią Kazimierą Łubieńską, po ojcu chrzestnym biorąc nazwisko, a był nim hr. Henryk Łubieński, a Michel Józefowicz przyjęty do herbu przez Hlebickich daje początek linii tej rodziny noszącej nazwisko Józefowiczów - Hlebickich. Takich swoistych adopcji dokonywanych przez magnaterie było bardzo wiele.

W późniejszym okresie ok. 6000 tys. neofitów litewskich zamieniło prawa szlacheckie na prawo zamieszkania  w Warszawie, która była miastem zamkniętym dla  Żydów. Wnieśli oni do cara podanie z prośbą o zgodę na osiedlenie w zamian za rezygnację z praw szlacheckich. I taką zgodę otrzymali.



Szczuka, Karp i Ślisz
Nie ryby to, i tych pisz..



Wiek XIX to wiek ustabilizowania  nazwisk. Przeprowadzono spisy ludności i zreformowano zapisy ksiąg metrykalnych. Zazwyczaj legalizowano istniejące już wcześniej nazwiska czy przydomki. Tym grupom społecznym, które nazwisk nie posiadały nadawano nowe nazwiska.

Rządy zaborcze przeprowadziły również legitymizację szlachectwa. Część szlachty straciła wówczas prawa szlacheckie, bo  nie miała stosownych dokumentów, pieniędzy, ani głowy, by załatwiać skomplikowane formalności prawne.
Natura nie lubi próżni, więc pojawiło się od razu dużo rodzin które przypucowywały się, jak mówił lud, do starych herbów i rodzin.

Sprytni prawnicy powoływali  świadków, tworzyli wyimaginowane rodowody. Tym procederem zajmował się między innymi ojciec Adama Mickiewicza, Mikołaj, prawnik.
Przy okazji stworzył  fikcyjne genealogie dla swojej rodziny i rodziny żony, Barbary z Majewskich, dzięki czemu dał zatrudnienie całym pokoleniom mickiewiczologów, którzy dojść nie mogą, czy Mickiewicze to prawdziwa szlachta i czy Majewscy to neofici.

W XX wieku nazwiska były już w zasadzie stałe. Zmieniano je czasami ze względu na znaczenie, starając się zatrzeć ludowe, wulgarne, czy żydowskie brzmienie. Niekiedy zmieniano je też ze snobizmu. Leon Białkowski podaje następujące zmiany nazwisk w XX leciu międzywojennym :
Pan o nazwisku Latałło zmienił je sobie na Latallo(akcent włoski proszę..), Kwasigroch na Quasgroh,
 a Likiernik na L'Iquernik.
 Rekord snobizmu pobił jednak niejaki Walenty Modras, który przybrał nazwisko Władysław de Maudrass.

 W  Drugiej Rzeczypospolitej ciekawą, nigdzie indziej w świecie nie spotykaną grupę nowo powstałych nazwisk stanowiły tzw. nazwiska wojenne.
Legioniści w pepesowskiej konspiracji posługiwali się pseudonimami. W 1921 sejm przychylił się do ich podań i na podstawie  ustawy z  tegoż roku  mieli prawo przybrać do nazwiska legionowy pseudonim. Korzystali z tego przywileju ochoczo, i powstały wówczas tak znane nazwiska łączone jak Orlicz -Dreszer, Rydz- Śmigły, Scewola-Wieczorkiewicz czy Norwid-Neugebauer.
Przy tej okazji posiadacze mniej wdzięcznych nazwisk zamieniali je na bardziej efektowne, legionowe, i  tak n p. Maślanka staje się Grudzińskim, a Leń Ziemiańskim.

W PRL  wydano przepisy, które zakładały stałość nazwiska. Nie wolno było samowolnie zmieniać jego pisowni, nie wolno dodawać przydomków. Jednak, jak zawsze, pewne zmiany nazwisk  następują.
 Przede wszystkim, po traumie wojny Żydzi masowo zmieniają nazwiska na nowe, często te, które nosili w czasie okupacji, i tak  właśnie  popularna pisarka, Izabella Gelbard,  staje się wówczas Czajką, przybierając nazwisko kowala, który ją ocalił. Wielu innych czyni podobnie.
Na skutek tych zmian właściwie zupełnie zanika   malownicze żydowskie nazwisko. Zbiór używanych w Polsce nazwisk ubożeje.
 Znikają też przydomki szlacheckie czy legionowe. Zaciera się  szlacheckość nazwisk. Robi się tak jakoś  tak szaro i przaśnie.
 Komuniści  zadekretowali też, że Polska będzie państwem
jednonarodowym. I zabrali się do dzieła z wrodzoną energią. Na Śląsku, Kaszubach i Mazurach zaczęto przymusowo przywracać polskie brzmienie niemieckim nazwiskom. Scholtyschik stawał się Sołtysikiem a Gering Pietrzakiem. Czasem zmieniano tylko końcówkę i tak pojawili się panowie Szmitkowski i Hartmanowski, i inni. Znany trener bokserski Feliks Stamm stał się wówczas Sztamem.

Po upadku komunizmu, po roku 1989 wiele rodzin przypomniało sobie o istniejących przed wojną przydomkach i  przyłączyło do nazwisk herby czy legionowe zawołania. Janusz Mikke stał się więc Korwinem - Mikke
i podobnie uczyniło wiele innych osób.
Franciszek Starowieyski  dodał do nazwiska drugi człon
Biberstein, tak jak brzmiało jego nazwisko przed wojną.

Kaszubi masowo powrócili do nazwisk kaszubskich, a Ślązacy do niemieckich.  Brakuje tylko nazwisk żydowskich, ale jak napisał Ludwik Stomma dzięki temu, wszyscyśmy Żydzi,
przynajmniej niektórzy tak sądzą, ale naprawdę dlatego, że tych, którzy je nosili  prawie już  w  Polsce nie ma. Holocaust i miotła. Ale to juz całkiem inna historia...
                      
                                                                  
 Tu wypada dać monidło. A więc fota ksiązki Bystronia, ktorego nazwisko zapewne było ...przydomkowe, jako że wyjatkowo był udanym człekiem. Czytałam gdzieś o nim, ze zmarł na nieleczony syfilis. Ukrywał sie z nim. No coż, jak pisał Boy- paraliż postepowy najzacniejsze trafia głowy. 










Brak komentarzy: