sobota, 14 marca 2015

Lewiatan versus Ida. Polska kontra Wschód.




Mit Kresów. Towarzyszył mojemu pokoleniu od dzieciństwa. Jesteśmy jeszcze tą grupą wiekową, która bez bólu, a w zachwyceniu czytała sienkiewiczowską  trylogię, Ziele na kraterze, a pozniej Herlinga Grudzińskiego czy Watów. Pokoleniu, dla którego pierwszy kontakt ze Lwowem polegał na ukradkowym przemknieciu przez Lwów i okolice przy okazji podrózy gdziekolwiek indziej. W moim wypadku była to Rumunia. Z okiem autokaru oglądalismy koscioły zamienione na spichlerze i pałace na domy dla chorych psychicznie - jak to miało miejsce w Nieświezu. Baliśmy się, by nas nie złapali - bo mierzono czas potrzebny na przejazd z punktu a do punktu b.
 Kiedy już było wolno -  ruszyliśmy. Zobaczyć to,co przedtem było nam wzbronione; Wilno i Ostrą Brame, Lidę, Grodno, Żółkiew, no i Lwów oczywiscie.
Wszystko tam skądś było znane i takie, no cóz, nasze..

We Lwowie całkowitym przypadkiem wynajęłam pokój w bajkowej kamienicy, w której, w mieszkaniu, tuż nad moim, urodził się Stanisław Lem, wówczas jeszcze Lehm i mieszkał juz obecnie zapomniany Szymon Askenazy, wybitny historyk, tworca szkoły lwowskiej, jego kuzyn.

Chodzenie po Lwowie było jak zdejmowanie poszczególnych warstw. Najpierw naskórkowe, pozniej coraz bardziej wnikliwe. Nikt  z mojej rodziny  nie pochodził z Kresów, a jednak fascynowały.  Pamietam gdy ktos uzalał sie, ze to było nasze, powiedziałam :kiedyś bedziemy razem. W Unii Europejskiej.
My jestesmy.
A Oni, miejmy nadzieję, wkrotce.

Mówi się o rzezi wołyńskiej, o róznych naszych z Ukraińcami zaszłosciach. Myślę, ze chorobę nacjonalizmu każdy kraj musi przebyć, by potem się na nią zaszczepić.
 Ale chyba jedynym lekiem - wspólnota europejska, która może pomóc wyleczyc kraj z raka, który go toczy. I tu nie mam na myśli nacjonalizmu, tylko to, co zdiagnozował  i opisał w Lewiatanie Zwiagincew -  przegniłe do cna struktury, ludzi uprzedmiotowi0nych i pozbawionych nadziei, wszechobecną korupcję i biedę. Zło, od którego nie ma ucieczki, bo rozlało się taką falą, ze go z powrotem nie zagarniesz do zadnego naczynia.
"Ida " i "Lewiatan" konkurowały ze sobą na wszystkich europejskich festiwalach.  Na jednych wygrywała"Ida", na innych "Lewiatan".  Ostatecznie na gali oskarowej  jak wiemy wygrała "Ida" - być moze dlatego, ze niesie nadzieję - na to,ze można sie rozliczyc ze złem, przeszłoscią, odkupic.
Niesie optymizm. Nam się na tyle, na ile to mozliwe się udało. Bo nigdy nie jest mozliwe oczyszczenie do końca.Ucieczka też nie jest mozliwa. W końcu- zamkniecie się, nawet tylko oczu- to samooszukiwanie się.

W Polsce lepiej czy gorzej rozliczamy się z przeszłoscią. Rzeczy, które budziły bunt przed kilku laty część społeczństwa juz przyswoiła. Nie jestesmy aniołami. Nie byliśmy. Ale samoswiadomość pozwala żyć w prawdzie, a tylko na niej moze powstać cos zdrowego.
  U Zwiagincewo zło triumfuje - nie tylko dlatego, że jest silne, ale i dlatego ze ludzie sa słabi, przegrani, uprzedmiotowieni i zniszczeni przez lata komunizmu. Na Kresach sowieci siedzieli  mniej więcej 50 lat. Tam, w Rosji zło panoszy się od 1918 roku. Społeczeństwo nie zna innej rzeczywistosci niz ta rzadzaca pałą i wódką. Układami, zbrodnia i nieprawoscią. Trudno mieć nadzieję. Ale takie filmy jak Lewiatan i jego twórcy budza nadzieje i dają świadectwo.
Gdzieś tli sie płomyk.



Brak komentarzy: