niedziela, 1 marca 2015

Warlikowski, zegarmistrz światła kolorowy - czyli Opowieści Afrykańskie

Otello jako czarnoskóry amerykański generał?

Czemu nie:)


 Sztuka od początku zdaje się być precyzyjna niczym szwajcarski zegarek.
 Symetria doskonała. 
Każda postać ma kontrpostać, przedmiot - drugi przedmiot, racja - inna opozycyjną rację.
Scenografia podkresla symetrię. 
Pózniej rzeczy sie rozmywają, wracają i znów płyną. 
Ale może my, po prostu tracimy uważnoŚć, wciagnięci w sidła fabuły?
Krzysztof Warlikowski poważył sie na rzecz karkołomną: inscenizację trzech sztuk Szekspira:"Kupca Weneckiego", "Otella" i "Króla Leara". Od sceny z tego ostatniego dramatu zaczyna się spektakl.
Król każe swoim córkom mówić, jak go kochają. To nie ten Lear,którego znamy, tragiczny ojciec, to tyran,despota i psychopata. Adam Ferency gra wszystkich trzech tytułowych bohaterów. Wyzwanie naprawdę nieliche.
 Ze sceny na scenę, z sekwencji na sekwencję musi się zmieniać, bo historie się przeplatają, dopowiadają i stawiają nas wobec koniecznosci szukania klucza czy odpowiedzi. Aktorowi udaje sie fenomenalnie przejść od jednego bohatera do drugiego, grać ich nieco inaczej, co jest zaiste akrobatycznym wyczynem - tworca spektaklu wydobywa z bohaterów szekspirowskich, to co najgorsze, nie budzą oni naszej litości. 
Otello, Shylock i Lear są oprawcami.
W grze Ferencego są zniuansowani.
Sa innymi osobami,zawsze jednak podłymi. 

Godne wspolczucia sa ich kobiety.
 Ale zanim akcja nas do nich zaprowadzi sztuka skupia sie na problemie wykluczenia, stereotypów i stygmatyzownaia obcego czy słabszego - w wypadku Leara tym, co go gubi jest starość. Żyd Shylock jest równie winny jak jego oponent i ofiara Antonio.
 Otello nie kocha Desdemony - on ją ma. 
A Lear wykorzystywał Cordelię. Tak.

Kobiety są słabe i uwikłane, kazda z nich szuka bezpieczeństwa i miłosci,której nie dostaje. Samcy są tylko samcami.
Nie mają nic do dania. 
Warlikowski, jak to Warlikowski, wrzuca jeszcze do tygla powieść Coetzego Lato z monologiem dr Fliegl o przegapionej, przetraconej szansie na miłość.

 Wszyscy tu przegrywają, kobiety giną,jak Desdemona, uciekają, jak Cordelia czy Portia. Męzczyzni ponosza karę, tak jak Szekspira każe.
 Ale czy to cos zmienia?
Warlikowski nie osądza, otwiera nam pudełka i zagladamy do nich i  mamy za zadanie o tym mysleć.
To nie czcze sztuczki, tylko rzetelne i swieze spojrzenie na Szekspira, wygenerowanie z niego naszej, wciąż, niestety, wspólczesności. 

Świetny spektakl. Bez znużenia siedzi się na widowni ponad pięc godzin, sledząc losy bohaterów, szukajac rozwiazań, zadając sobie pytania.
Rzecz sie kończy, podobnie jak napisał pewien krytyk o Weselu, wesołym oberkiem czyli Stanisława Celińska uczy nas salsy, nas i bohaterów spektaklu. Zatracają sie wszyscy w  tańcu prawie chocholim, powtarzając wciąz od nowa te same ruchy i kroki. 
To tyle. 
Moznaby jeszcze długo,wiele pytań pozostało bez odpowiedzi, niektore sceny sa zagadką, inne sie zacierają. Byłoby dobrze móc zobaczyc to przedstawienie jeszcze raz.
 Ale czy dałabym radę? Chyba nie. 

Marzyłaby mi się kaseta z nagraniem, chetnie bym ją pokoneserowała wieczorami i złapała wiecej nitek w tym labiryncie Warlikowskiego. Jest w jego teatrze zegarmistrzowska precyzja, krązymy miedzy trybikami, kółkami -wszystko drga  i sie kreci.
 Dobrze by było na chwilę zatrzymać mechanizm, popatrzec, moze rozłozyc na częsci. 
Tak. Bardzo bym chciała miec dvd ze spektaklu. Czemu nie ma zwyczaju nagrywania speklaktli teatralnych? Może inni też by mieli ochotę popatrzeć jak majstrowana jest sztuka. 



Brak komentarzy: